STANISŁAW
Karol
Wojtyła
I
Pragnę
opisać Kościół -
mój
Kościół, który rodzi się wraz ze mną,
lecz
ze mną nie umiera - ja też nie umieram z nim,
który
mnie stale przerasta -
Kościół:
dno bytu mojego i szczyt.
Kościół
- korzeń, który zapuszczam w przeszłość
i przyszłość zarazem,
Sakrament
mojego istnienia w Bogu, który jest Ojcem.
Pragnę
opisać Kościół -
mój
Kościół, który związał się z moją ziemią
(powiedziano
mu "cokolwiek zwiążesz na ziemi,
będzie związane w niebie") -
więc
związał się z moją ziemią mój Kościół.
Ziemia
leży w dorzeczu Wisły,
dopływy wzbierają wiosną, gdy śniegi
topnieją
w Karpatach.
Kościół
związał się z moją ziemią,
aby wszystko, co na niej zwiąże,
było związane w niebie.
Był
człowiek, w którym moja ziemia ujrzała,
że jest związana z niebem.
Był
taki człowiek, byli ludzie... i ciągle tacy są...
Poprzez
nich ziemia widzi siebie w sakramencie
nowego istnienia.
Jest
ojczyzną: bowiem w niej dom Ojca się poczyna,
z niej się rodzi.
Pragnę
opisać mój Kościół w człowieku,
któremu dano imię Stanisław.
I
imię to król Bolesław mieczem wpisał w najstarsze kroniki.
Imię
to mieczem wypisał
na posadzce katedry, gdy spłynęły po
niej strugi krwi.
Pragnę
opisać Kościół
w
imieniu, którym naród ponownie został ochrzczony
chrztem krwi:
aby
nieraz potem przechodzić przez chrzest innej próby -
przez chrzest pragnień,
w
których odsłania się ukryte tchnienie Ducha -
W
Imieniu zaszczepionym na glebie
ludzkiej wolności
wcześniej niż imię Stanisław
Na
glebie ludzkiej wolności już rodziło się Ciało i Krew,
przecięte
mieczem królewskim
w samym rdzeniu kapłańskiego słowa,
przecięte
u podstaw czaszki,
przecięte w żywym pniu...
Ciało
i Krew nie zdążyły jeszcze się narodzić -
miecz ugodził
o
kielich z metalu i pszenny chleb
Myślał
król może:
nie
narodzi się z ciebie Kościół jeszcze dziś -
nie
narodzi się naród ze słowa,
co karci ciało i krew,
narodzi
się z miecza,
z
mego miecza, który przetnie w połowie Twe słowa
narodzi
się z krwi rozlanej...: myślał może król.
Ukryte
tchnienie Ducha w jedno wszelako zespoli
słowo
przecięte i miecz,
złamano stos
mózgowy i ręce pełne krwi...
i
mówi: pójdziecie w przyszłości razem,
nie rozdzieli was nic!
Pragnę
opisać mój Kościół,
w
którym przez wieki idą ze sobą razem
słowo i krew
zespolone
ukrytym tchnieniem Ducha.
Myślał
może Stanisław: słowo moje zaboli ciebie
i nawróci,
przyjdziesz
do bram katedry jak pokutnik,
przyjdziesz
postem wycieńczony,
prześwietlony wewnętrznym głosem...
i
dołączysz się do Stołu Pańskiego
jak marnotrawny syn.
Słowo
nie nawróciło, nawróci krew -
nie
zdążył może pomyśleć biskup:
odwróć ode mnie ten
kielich.
Na
glebę naszej wolności upada miecz.
Na
glebę naszej wolności upada krew.
Który ciężar przeważy?
Kończy
się pierwszy wiek.
Zaczyna
się drugi wiek.
Bierzemy
w swoje ręce ZARYS
nieuchronnego czasu.
II
Ziemia
przebiega w oknach,
przebiegają drzewa i pola.
I
mieni się śnieg na gałęziach,
a potem w słońcu opada.
I
znowu zieleń: młoda naprzód,
potem dojrzała, wreszcie gasnąca
jak świece.
Ziemia
polska przebiega w zieleniach,
jesieniach i śniegach.
Chłonie
ją pieszy wędrowiec -
z krańca do krańca trudno przejść.
I
ptak nie przeleci tak łatwo,
lecz samolot
w
godzinę pochłonie tę przestrzeń -
Ojczyznę zamknie w swój
kwadrat.
Ziemia
trudnej jedności. Ziemia ludzi
szukających własnych dróg.
Ziemia
długiego podziału pośród książąt jednego rodu.
Ziemia
poddana wolności każdego
względem wszystkich.
Ziemia
na koniec rozdarta
przez ciąg prawie sześciu pokoleń,
rozdarta
na mapach świata!
a jakżeż w losach swych
synów!
Ziemia
poprzez rozdarcie
zjednoczona w sercach
Polaków
jak żadna.
Skąd
wyrosło to imię, jakie otrzymał dla ludzi?
dla
rodziców, dla rodu, dla stolicy biskupiej w Krakowie,
dla
króla Bolesława
zwanego Śmiałym i Szczodrym?
dla
dwudziestego stulecia?
To imię.